Wierzcie lub nie, ale jako mały chłopiec nie lubiłem niedzieli! Choć był, to dzień wolny od szkoły, to mi przede wszystkim kojarzył się z odświętnym ubraniem i oczywiście przymusową wycieczką do kościoła.
Jestem już dużym chłopcem (dosłownie i w przenośni), mój światopogląd od tamtych czasów uległ totalnej metamorfozie, dlatego obecnie niedziela jest dla mnie prawdziwym dniem świętym. Nie tylko pod względem religijnym, ale przede wszystkim dlatego, że średnio trzy z czterech niedziel w miesiącu mam wolne od pracy ;)
Jeśli ktoś ma słabe nerwy, to niech tego nie czyta!
Wstałem prawie o 9 tej, śniadanie jadłem przed 10 tą, zbliża się południe, a ja chodzę jeszcze w piżamie! Istna sodomia i gomoria ;)
Ale wiecie co? Jest mi z tym bardzo dobrze i chyba stanie się, to (a może już się stało) moją co tygodniową tradycją!
Poniżej krajobraz, który codziennie ukazuje mi się na dzień dobry...
...może to zbieg okoliczności, ale mam wrażenie, że w wolny dzień, widok ten jest o wiele ładniejszy!
PS. Moja żona jeszcze śpi ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz